Pieskowa Skała – od jurajskiego dna morza do renesansu

Pieskowa Skała – From a Jurassic Seabed to the Renaissance

Rankiem, gdy Dolina Prądnika leży jeszcze w cieniu, a po stawach u podnóża wzgórza snują się resztki nocnej mgły, zamek zdaje się unosić nad ziemią. Białe wapienne ściany łapią pierwsze ukośne światło tak, że przez chwilę nie wiadomo, gdzie kończy się skała, a zaczyna mur. Prądnik pluszcze cicho. Gdzieś w koronie olszy odzywa się trznadel. Człowiek stoi i czeka, aż mgła opadnie – a tymczasem miejsce powoli ujawnia kolejne warstwy: renesansowe arkady, gotycką basztę, a za nią, wyrastającą z polan na krawędzi lasu, wapienną igłę Maczugi Herkulesa.

Skała z morza jurajskiego

Pod zamkiem, pod stawami, pod całym tym krajobrazem leży czas, którego nie mierzymy w stuleciach – geolodzy szacują, że tutejsze wapienie liczyć sobie mogą około 150 milionów lat. To szczątki organizmów, które żyły na dnie ciepłego morza jurajskiego – przede wszystkim gąbek, ramienionogów, rzadziej amonitów – sprasowane i scementowane w biało-szare skały. Dziś tworzą one groteskowe kolumny i filary wzdłuż całej Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Dolina Prądnika jest wcięciem w tę wyżynę; rzeka przez tysiąclecia wyżłobiła korytarz głęboki na sto i więcej metrów, odsłaniając po obu stronach ściany jurajskich skał. Twarde wapienie skaliste tworzą ostańce; mniej odporne wapienie ławicowe, które je otaczały, ustąpiły erozji, odsłaniając to, co twardsze.

Klimat doliny odróżnia się od otaczającego płaskowyżu: chłodniejszy latem, z częstymi inwersjami temperatury, wilgotny, z wiatrami płynącymi wzdłuż osi doliny. To dlatego tu, na dnie, tak często zalegają mgły – szczególnie jesienią i zimą, gdy ciepłe powietrze unosi się, a w dolinnym korytarzu zostaje chłodna wilgoć. Dla fotografa to dar: poranna mgła zamienia zamek w coś między turnerowskim krajobrazem a japońskim tuszem. Las nad krawędzią staje się cieniem bez szczegółów, a zamkowa loggia unosi się w bieli jak fragment dekoracji teatralnej.

Ojcowski Park Narodowy – najmniejszy w Polsce, ledwie 21 kilometrów kwadratowych – jest nieproporcjonalnie bogaty. Na tym skrawku wyżyny wykazano około tysiąca gatunków roślin naczyniowych, kilkaset gatunków porostów, ponad tysiąc dwieście gatunków grzybów. W lasach żyją borsuki, kuny, gronostaje, sarny i bobry – te ostatnie wprowadzono ponownie w 1985 roku. Symbolem parku są kolonie nietoperzy zamieszkujące jaskinie – dwadzieścia jeden gatunków, wśród których najliczniejszy jest podkowiec mały, a po nim nocek duży. Przy zamkowych stawach – pięciu przepływowych, założonych jeszcze w XVI wieku – lęgną się traszki zwyczajne i grzebieniaste, ropuchy, rzekotki i kumaki. Stawy, w których niegdyś hodowano karpie i szczupaki dla pańskiego stołu, dziś są ostoją płazów.

Kazimierzowe orle gniazdo

Zamek po raz pierwszy pojawia się w dokumencie z 1315 roku wydanym przez Władysława Łokietka, gdzie figuruje pod niemiecką nazwą Peskenstein. Ale badacze podejrzewają, że warownia istniała wcześniej – na pobliskim wzgórzu Kocica znaleziono fragmenty naczyń z XIII wieku i to tu, w „zamku Skała” z kroniki Jana Długosza, utożsamianym z warownią na Kocicy, schronił się Bolesław Wstydliwy z matką Grzymisławą, uciekając przed Konradem Mazowieckim, który rościł sobie prawa do krakowskiego tronu. Konrad tą samą ręką, którą sprowadził Krzyżaków do ziemi chełmińskiej, sięgał po Kraków – mała skała była stawką w grze o wielką historię.

Zamek murowany wzniósł Kazimierz Wielki w połowie XIV wieku jako jeden z elementów łańcucha fortyfikacyjnego zwanego Orlimi Gniazdami – systemu warowni strzegących szlaku handlowego z Krakowa na Śląsk. Składał się z dwóch części: zamku górnego na stromej skale zwanej dziś Dorotką oraz zamku dolnego na krawędzi doliny. Część górna nie przetrwała – zawaliła się ostatecznie w 1853 roku, trzy lata po pożarze; dolna stała się zalążkiem dzisiejszej renesansowej rezydencji. Po śmierci Kazimierza zamek przeszedł w 1377 roku w ręce Piotra Szafrańca z Łuczyc, nadany mu przez Ludwika Węgierskiego – i tu rozpoczyna się najbarwniejszy, najciemniejszy i najpiękniejszy rozdział Pieskowej Skały.

Szafrańcowie trzymali zamek ponad dwa wieki, do 1608 roku. Byli rodem skrajności: rycerze i dostojnicy, ale też zbójnicy i czarnoksiężnicy. Piotr III, podkomorzy krakowski, po utracie starostwa spiskiego osiadł na zamku i – jeśli wierzyć Długoszowi – oddał się alchemii i czarnej magii. Jego wnuk Krzysztof napadał na kupców jadących do Krakowa, według tradycji z pomocą matki Konstancji, i skończył ścięty na Wawelu 29 września 1484 roku. Jego ojca, Piotra, również podkomorzego krakowskiego, Jan Długosz opisał bez owijania w bawełnę: „szczwany matacz i podstępca, kłamstwy barwionemi umiejący własnych, najzaufańszych przyjaciół podchodzić”. Mimo mrocznych epizodów to właśnie Szafrańcowie przekształcili gotycką warownię w perłę. Hieronim Szafraniec, sekretarz Zygmunta Starego, sprowadził włoskich budowniczych – pod wpływem renesansowej przebudowy Wawelu – i w latach 1542–1580 gotycki zamek stał się renesansową rezydencją. Arkadowy dziedziniec z krużgankami na dwóch górnych kondygnacjach, loggia widokowa, dwadzieścia jeden kamiennych maszkaronów patrzących z arkad na dziedziniec – każdy o innej, groteskowej twarzy. Stanisław Szafraniec, wojewoda sandomierski, który przebudowę dokończył, był kalwinistą – i jego również nie ominął osobliwy los: gdy w XVII wieku katolicy przejęli zamieniony przezeń na zbór kościół w Seceminie, odcięli kamiennemu posągowi Szafrańca nogi i wrzucili go do studni. Odnaleziono go dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym – i dziś stoi bez nóg w zamkowej sali.

Po bezpotomnej śmierci ostatniego Szafrańca w 1608 roku zamek przechodził z rąk do rąk. Michał Zebrzydowski dobudował bastiony i kaplicę; Szwedzi zdobyli go i zniszczyli w 1655 roku. Pożar z 1718 roku strawił wielką część budynku; około 1760 roku Hieronim Wielopolski gruntownie go przebudował, nadając wieżom baniaste hełmy i zacierając renesansowy charakter rezydencji. W nocy z 3 na 4 marca 1863 roku, podczas powstania styczniowego, oddziały Langiewicza i Jeziorańskiego stoczyły przy zamku bitwę z wojskami rosyjskimi, a po jej zakończeniu zamek splądrowali żołnierze carscy i okoliczni chłopi. Sobiesław Mieroszewski podjął w latach 1863–1877 odbudowę i nadał zamkowi neogotycką szatę; w 1903 roku wykupiła go spółka akcyjna, która urządziła w nim pensjonat. Dopiero powojenna konserwacja – prowadzona od 1949 roku pod kierunkiem Alfreda Majewskiego i zakończona otwarciem muzeum w 1970 roku – przywróciła mu renesansowy charakter; dziś zamek jest oddziałem Zamku Królewskiego na Wawelu.

Legenda o pieseczku i baszcie

Skąd nazwa – Pieskowa Skała? Etymologia jest prozaiczna: imię Piotr w średniowieczu miało zdrobnienie Pieś lub Pieszko, a wcześniejsza warownia miała należeć do nieznanego bliżej Piotra – Pieszka. Ale legenda – jak zwykle – jest piękniejsza od filologii.

Mówi się, że w baszcie górnego zamku uwięziono Dorotkę, córkę z rodu Toporczyków, wydaną przemocą za starego Szafrańca, podczas gdy serce jej należało do giermka-lutnisty. Giermek przyodział habit zakonnika i przyszedł ją odbić; oboje zostali schwytani. Jego rozszarpały konie, ją czekała śmierć głodowa w baszcie – gdyby nie piesek Dorotki, który z psim uporem wdrapywał się po stromej skale, niosąc w pysku resztki jedzenia. Jedna wersja mówi, że dziewczyna i tak skoczyła z okna baszty z tęsknoty za zamordowanym kochankiem; inna, że piesek przedłużał jej agonię, ale nie mógł jej ocalić. Skała, po której wspinało się wierne zwierzę, zaczęła być nazywana Pieskową – i nazwa przylgnęła do zamku. Skała, na której stała baszta, nosi imię Dorotki do dziś. Trudno nie usłyszeć w tej legendzie echa realnej gotycko-renesansowej przemocy wobec kobiet, którym nie wolno było wybierać.

Spojrzenie fotografa

Dolina Prądnika jest miejscem, które nagradza cierpliwość i karze pośpiech. Najpiękniejsze światło tu jest boczne i niskie: wczesnoporanne, gdy słońce wschodzi za krawędzią wyżyny i przez krótkie okno uderza w białe ściany zamku pod kątem, który wydobywa każdą fakturę kamienia – albo wieczorne, gdy zachód kładzie złoto na arkadach dziedzińca, a cień krużganka rysuje kratę na kocich łbach. Jesień przynosi dodatkową gamę – kasztanowe i burgundowe korony drzew kontrastują z kredową bielą wapieni, a jeśli trafi się dzień z mgłą poranną i słońcem w południe, zamek dosłownie wyłania się ze świata, zawieszony między drzewami i chmurami.

Maczuga Herkulesa – ostaniec wapienny stojący u stóp zamku, wznoszący się na około dwadzieścia pięć metrów i zwężający ku wierzchołkowi zwieńczonemu krzyżem umieszczonym tam w 1933 roku – oferuje jeden z najbardziej rozpoznawalnych kadrów w polskiej fotografii krajobrazowej. Szukaj ujęcia, które łączy ją z zamkiem w tle: od strony zachodniej, wczesnymi popołudniami, gdy obydwa obiekty mieszczą się w szerokim kadrze, a między nimi zostaje skrawek doliny z Prądnikiem. Zimą, gdy dolina jest prawie pusta i rzeka częściowo zamarza, tworząc lodowe formy przy brzegach, to samo miejsce zmienia się radykalnie: ciszy i geometrii kamienia nie rozbija żaden tłum.

Spojrzenie rysownika

Dla ołówka Pieskowa Skała to przede wszystkim gra między pionem i łukiem. Pionowe: kolumny skalne, wieże, pnie drzew na krawędzi doliny. Poziome i zakrzywione: arkady, krużganki, łuki bramne, tarcze stawów. Napięcie między nimi jest gotowym szkicownikiem. Napoleon Orda, wędrowny rysownik i muzyk XIX wieku, pozostawił rysunki polskich zamków i krajobrazów, wydane jako litografie w „Albumie widoków historycznych Polski”. Jego Pieskowa Skała – widok od strony doliny – to archetyp kompozycji romantycznej: zamek pośrodku, skały po bokach, parę figur ludzkich dla skali. Artyści tacy jak Zygmunt Vogel, Jan Cybis, Józef Brodowski czy Maksymilian Cercha zostawili widoki zamku z półtora stulecia – każdy inaczej reagując na to samo miejsce, każdy innymi środkami odpowiadając na to samo pytanie: jak na płaskiej powierzchni zamknąć przestrzeń, która jest tutaj przede wszystkim wertykalna. Maczuga Herkulesa sama w sobie jest wyzwaniem rysunkowym: jak narysować pionową skałę zwężającą się ku górze tak, żeby nie wydawała się karykaturą? Odpowiedź zwykle leży w tym, co pod nią i obok: w lesie, w trawie, w sylwetce człowieka stojącego przy podstawie.

Kamień, który zadaje pytania

Jest coś nieuchronnego w tym, że zamek zbudowany jako warownia na granicy, strażnica szlaku handlowego, stał się z czasem rezydencją, pensjonatem, schroniskiem dla wojennych sierot, muzeum. Każde miejsce nosi w sobie całą swoją historię – nie kolejno, ale naraz, jak skała nosi skamieniałości gąbek i amonitów. Tutaj stoisz na jurajskim dnie morza, patrzysz na gotycką basztę, dotykasz renesansowych arkad, słyszysz trznadla w olszy. Przeszłość nie jest tu przeszłością – jest materiałem, z którego zbudowana jest teraźniejszość, dosłownie, kamień po kamieniu.

Być może dlatego to miejsce od ponad dwustu lat przyciąga artystów: nie dlatego, że jest spektakularne – Tatry są bardziej dramatyczne, Morskie Oko bardziej znane – ale dlatego, że jest – można tak powiedzieć – gęste. Każdy metr kwadratowy niesie w sobie co najmniej kilka warstw czasu, kilka pokoleń ludzkich wyborów, kilka gatunków roślin i zwierząt, które wybrały tu życie. Człowiek z aparatem albo szkicownikiem, który przyjedzie tu rankiem, gdy mgła jeszcze leży na stawach, może to poczuć: że nie fotografuje krajobrazu, ale czas.


Pieskowa Skała – From a Jurassic Seabed to the Renaissance

At dawn, when the Prądnik Valley still lies in shadow and the last of the night mist drifts over the ponds at the foot of the hill, the castle seems to float above the ground. Its white limestone walls catch the first slanting light, and for a moment you cannot tell where the rock ends and the wall begins. The Prądnik murmurs quietly. Somewhere in the crown of an alder a yellowhammer calls. You stand and wait for the mist to lift – and meanwhile the place reveals layer after layer of itself: Renaissance arcades, a Gothic tower, and behind it, rising from the clearings at the forest’s edge, the limestone needle of Maczuga Herkulesa – Hercules’ Club.

Stone from a Jurassic Sea

Beneath the castle, beneath the ponds, beneath the whole landscape lies a kind of time we do not measure in centuries – geologists put the local limestone at around 150 million years old. It is the remains of organisms that lived on the floor of a warm Jurassic sea – sponges above all, brachiopods, more rarely ammonites – pressed and cemented into white-and-grey rock. Today that rock forms the grotesque columns and pillars that run the length of the Kraków-Częstochowa Upland. The Prądnik Valley is a notch cut into that upland; over millennia the river gouged a corridor a hundred metres deep and more, exposing walls of Jurassic rock on either side. The hard, massive limestone forms the crags; the softer, bedded limestone that once enclosed them gave way to erosion and laid the hard rock bare.

The valley’s climate sets it apart from the plateau around it: cooler in summer, prone to temperature inversions, damp, with winds that run along its axis. That is why the mists settle here so often, down on the valley floor – especially in autumn and winter, when warm air rises and cold moisture stays trapped in the corridor below. For a photographer it is a gift: the morning mist turns the castle into something between a Turner landscape and a Japanese ink wash. The forest above the rim becomes a shadow without detail, and the castle loggia hangs in the white like a piece of stage scenery.

Ojców National Park – the smallest in Poland, barely 21 square kilometres – is disproportionately rich. On this scrap of upland botanists have recorded around a thousand species of vascular plants, several hundred species of lichen, and more than twelve hundred species of fungi. Badgers, martens, ermines, roe deer and beavers live in the forests – the beavers reintroduced in 1985. The park’s emblem is its bat colonies in the caves – twenty-one species, the lesser horseshoe bat the most numerous of them, followed by the greater mouse-eared bat. By the castle ponds – five of them, fed by the stream and laid out back in the sixteenth century – smooth and great crested newts breed, along with toads, tree frogs and fire-bellied toads. The ponds that once raised carp and pike for the lord’s table are now a haven for amphibians.

Casimir’s Eagle’s Nest

The castle first appears in a document from 1315, issued by Władysław the Elbow-high, where it is recorded under the German name Peskenstein. But researchers suspect the stronghold existed earlier – on the nearby hill of Kocica, fragments of thirteenth-century vessels were found, and it was here, in the “castle of Skała” of Jan Długosz’s chronicle, identified with the stronghold on Kocica, that Bolesław the Chaste took refuge with his mother Grzymisława, fleeing Konrad of Mazovia, who claimed the Kraków throne. With the same hand that brought the Teutonic Knights into the Chełmno Land, Konrad reached for Kraków – and this small rock was a stake in a game played for great history.

The masonry castle was raised by Casimir the Great in the mid-fourteenth century, one link in the chain of fortifications known as the Eagles’ Nests – a system of strongholds guarding the trade route from Kraków to Silesia. It had two parts: an upper castle on a steep rock known today as Dorotka, and a lower castle on the edge of the valley. The upper part did not survive – it finally collapsed in 1853, three years after a fire; the lower became the seed of today’s Renaissance residence. After Casimir’s death the castle passed, in 1377, into the hands of Piotr Szafraniec of Łuczyce, granted to him by Louis of Hungary – and here begins the most colourful, the darkest and the most beautiful chapter of Pieskowa Skała.

The Szafraniec family held the castle for more than two centuries, until 1608. They were a family of extremes: knights and dignitaries, but also brigands and sorcerers. Piotr III, chamberlain of Kraków, settled at the castle after losing the governorship of Spisz and – if Długosz is to be believed – gave himself over to alchemy and black magic. His grandson Krzysztof robbed merchants on their way to Kraków, with his mother Konstancja’s help, tradition says, and ended beheaded at Wawel on 29 September 1484. It was his father, Piotr, likewise chamberlain of Kraków, whom Jan Długosz described without mincing words: “a cunning trickster and deceiver, who with painted lies could take in even his most trusted friends”. Yet for all the dark episodes, it was the Szafraniec family who turned the Gothic stronghold into a jewel. Hieronim Szafraniec, secretary to Sigismund the Old, brought in Italian builders – under the influence of the Renaissance rebuilding of Wawel – and between 1542 and 1580 the Gothic castle became a Renaissance residence. An arcaded courtyard with galleries on the two upper floors, a viewing loggia, twenty-one stone mascarons looking down from the arches onto the courtyard – each with a different, grotesque face. Stanisław Szafraniec, voivode of Sandomierz, who completed the work, was a Calvinist – and he too was not spared a strange fate: when in the seventeenth century Catholics took back the church in Secemin that he had turned into a Protestant chapel, they cut the legs off his stone statue and threw it down a well. It was not found again until the interwar years – and today it stands, legless, in a castle hall.

After the last Szafraniec died without an heir in 1608, the castle passed from hand to hand. Michał Zebrzydowski added bastions and a chapel; the Swedes captured and wrecked it in 1655. The fire of 1718 consumed much of the building; around 1760 Hieronim Wielopolski rebuilt it thoroughly, giving the towers bulbous cupolas and blurring the residence’s Renaissance character. On the night of 3–4 March 1863, during the January Uprising, the detachments of Langiewicz and Jeziorański fought a battle with Russian troops at the castle, and afterwards it was plundered – by the tsar’s soldiers and by local peasants alike. Sobiesław Mieroszewski took up the restoration in 1863–1877 and gave the castle a neo-Gothic dress; in 1903 a joint-stock company bought it and opened a guesthouse. Only the post-war conservation – begun in 1949 under Alfred Majewski and completed with the opening of the museum in 1970 – restored its Renaissance character; today the castle is a branch of the Wawel Royal Castle.

The Legend of the Little Dog and the Tower

Where does the name Pieskowa Skała come from? The etymology is prosaic: in the Middle Ages the name Piotr had the diminutives Pieś and Pieszko, and the earlier stronghold is said to have belonged to an otherwise unknown Piotr – Pieszko. But the legend – as usual – is lovelier than the philology.

They say that in the tower of the upper castle a young woman named Dorotka was imprisoned – a daughter of the Toporczyk family, married off by force to old Szafraniec while her heart belonged to a lute-playing squire. The squire put on a monk’s habit and came to rescue her; both were caught. He was torn apart by horses; she was left to starve in the tower – and would have, were it not for Dorotka’s little dog (piesek), which with dogged persistence clambered up the steep rock, carrying scraps of food in its mouth. One version says the girl threw herself from the tower window anyway, out of longing for her murdered love; another, that the dog only prolonged her agony and could not save her. The rock the faithful animal climbed came to be called Pieskowa – Dog’s Rock – and the name stuck to the castle. The rock on which the tower stood bears Dorotka’s name to this day. It is hard not to hear in this legend an echo of real Gothic-and-Renaissance violence against women who were not allowed to choose.

A Photographer’s Eye

The Prądnik Valley rewards patience and punishes haste. The finest light here is side-on and low: early morning, when the sun rises behind the rim of the upland and through a brief window strikes the castle’s white walls at an angle that brings out every texture in the stone – or evening, when the sunset lays gold across the courtyard arcades and the shadow of the gallery draws a lattice over the cobbles. Autumn adds another register – chestnut and burgundy crowns of trees against the chalk-white limestone, and if you catch a day with morning mist and midday sun, the castle quite literally emerges from the world, suspended between the trees and the clouds.

Maczuga Herkulesa – the limestone stack at the castle’s foot, rising some twenty-five metres and tapering towards a summit crowned by a cross placed there in 1933 – offers one of the most recognisable frames in Polish landscape photography. Look for the shot that ties it to the castle in the background: from the west, in the early afternoon, when both fit into a wide frame with a sliver of the valley and the Prądnik between them. In winter, when the valley is almost empty and the river partly freezes into ice forms along the banks, the same place changes radically: no crowd to break the silence and the geometry of the stone.

A Draughtsman’s Eye

To the pencil, Pieskowa Skała is above all a play between the vertical and the arch. The vertical: rock columns, towers, tree trunks at the valley’s edge. The horizontal and the curved: arcades, galleries, gate arches, the discs of the ponds. The tension between them is a ready-made sketchbook. Napoleon Orda, the itinerant nineteenth-century draughtsman and musician, left drawings of Polish castles and landscapes, published as lithographs in his Album of Historical Views of Poland. His Pieskowa Skała – the view from the valley – is an archetype of Romantic composition: the castle in the centre, rocks to the sides, a few human figures for scale. Artists such as Zygmunt Vogel, Jan Cybis, Józef Brodowski and Maksymilian Cercha left views of the castle spanning a century and a half – each responding differently to the same place, each answering with different means the same question: how to enclose, on a flat surface, a space that here is above all vertical. Maczuga Herkulesa is itself a drawing challenge: how do you draw a vertical rock that narrows towards the top without making it look like a caricature? The answer usually lies in what sits below and beside it – in the forest, in the grass, in the silhouette of a person standing at its base.

Stone That Asks Questions

There is something inevitable in the fact that a castle built as a border stronghold, a guard post over a trade route, became in time a residence, a guesthouse, a shelter for war orphans, a museum. Every place carries its whole history within it – not in sequence but all at once, the way the rock carries the fossils of sponges and ammonites. Here you stand on the floor of a Jurassic sea, look at a Gothic tower, touch Renaissance arcades, hear a yellowhammer in the alder. The past here is not the past – it is the material the present is built from, literally, stone by stone.

Perhaps that is why this place has drawn artists for more than two hundred years: not because it is spectacular – the Tatras are more dramatic, Morskie Oko better known – but because it is dense. Every square metre holds at least a few layers of time, a few generations of human choices, a few species of plant and animal that chose to live here. Anyone who comes here at dawn with a camera or a sketchbook, while the mist still lies on the ponds, can feel it: that they are photographing not a landscape but time.

Nieznane's awatar

About Janusz Nawrat

Inspiration is everywhere – you just have to look closely --- Η έμπνευση είναι παντού – αρκεί να κοιτάξεις προσεκτικά
Ten wpis został opublikowany w kategorii Miejsca i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz