Winnice pod Krakowem. Jak smakuje światło Jury

Przewodnik z duszą po winnicach okolic Krakowa

Najpierw jest stok. Zanim pojawi się kieliszek, zanim ktokolwiek powie cokolwiek o cukrach, kwasowości czy roczniku — jest południowe zbocze nachylone do słońca pod takim kątem, jakby ktoś ustawił je celowo, niczym blachę do pieczenia. Winorośl nie rośnie byle gdzie. Wybiera miejsca, w których światła jest więcej niż gdzie indziej, gdzie poranna mgła spływa w dolinę i zostawia liście suche, gdzie wapienne podłoże oddaje w nocy ciepło zebrane za dnia. Pod Krakowem takich miejsc jest zaskakująco wiele, a większość z nich leży w zasięgu krótkiej wyprawy — czasem rowerowej, czasem samochodowej, zawsze takiej, z której wraca się z innym spojrzeniem na okoliczny krajobraz.

Małopolska bywała przez lata kojarzona z winem raczej historycznie niż realnie — jako region, który kiedyś winorośl uprawiał. Tymczasem dziś wokół Krakowa pracuje kilkadziesiąt winnic zrzeszonych w Małopolskim Szlaku Winnym, a najbliższe z nich zaczynają się dosłownie za rogatkami miasta. To nie jest pielgrzymka do odległej krainy. To popołudnie, które można wpleść między spacer a kolację.

Wino z serca miasta

Zacznijmy od miejsca, które najtrudniej sobie wyobrazić, póki się tam nie stanie: winnicy w granicach administracyjnych Krakowa. Winnica Srebrna Góra rozłożyła się u stóp klasztoru Ojców Kamedułów na Bielanach, na zboczach opadających ku dolinie Wisły. To jedna z największych winnic w Polsce — obejmuje około 26 hektarów podzielonych na dwie parcele, Bielany i Sikornik. Z krawędzi klasztornej polany, gdzie ustawiono kilka ławek zwróconych ku panoramie, widać miasto rozłożone w dole, a w pogodne dni — daleką, błękitną krechę Tatr.

Miejsce ma pamięć dłuższą niż sama winnica. Nawiązuje do tradycji krakowskich upraw winorośli sięgających początków X wieku, których ślady badacze odkryli na Wawelu, oraz do klasztornego wytwarzania wina. Pierwsza winnica powstała na Srebrnej Górze na początku XVII wieku, a jej niewielka część przetrwała za murami klasztoru do dziś. Współczesna winnica narodziła się w 2009 roku, gdy przeor kongregacji kamedulskiej wyraził oficjalną zgodę na zagospodarowanie nieużywanych wcześniej zboczy.

Dla odwiedzającego oznacza to spacer po terenie połączony z prelekcją i degustacją kilku win w pawilonie enoturystycznym u podnóża stoku. Wina dojrzewają w zabytkowych pomieszczeniach gospodarczych klasztoru, w nowoczesnych zbiornikach ze stali nierdzewnej, a część z nich nabiera charakteru w kontakcie z drewnem akacjowym lub dębowym. Jest w tym połączeniu coś, co trudno znaleźć gdzie indziej: nowoczesna enologia pracująca w cieniu siedemnastowiecznych murów, na ziemi, którą uprawiano, gdy Kraków był jeszcze stolicą.

Jura Krakowska — kraina białych skał i białych win

Kilkanaście kilometrów na północ od miasta krajobraz się zmienia. Pojawiają się wapienne ostańce Jury Krakowsko-Częstochowskiej — białe, poprzecinane bruzdami skały wyrastające z bukowych lasów, doliny rzeczne, zamki na wzgórzach. To tutaj winiarstwo pod Krakowem rozwija się dziś najżywiej, i nie jest to przypadek. Wapień, który zbudował Ojcowski Park Narodowy i ruiny zamku w Korzkwi, jest tym samym, który winorośl lubi najbardziej.

Winnica Novi w Cianowicach to dobry punkt, by zrozumieć, dokąd zmierza młode polskie winiarstwo. Założona w 2018 roku, na trzech hektarach tuż obok parku pałacowego, słynie z kolorowych pet-natów — win musujących butelkowanych w trakcie fermentacji, mętnych, żywych, nieprzewidywalnych — oraz z udanych solarisów i johanniterów. Degustacja odbywa się tu często na świeżym powietrzu, a wizytę łatwo połączyć z Ojcowskim Parkiem Narodowym i zamkiem w Korzkwi; wszystko w promieniu kilku kilometrów od bram Krakowa.

Niedaleko, na południowym skraju Jury, blisko Skały i Ojcowa, leży Winnica Kresy. Półtora hektara, odmiany dobrane pod chłodniejszy klimat — solaris, johanniter, hibernal, seyval blanc, rondo, regent, cabernet cortis. Tu degustacja jest komentowana i prowadzona z namysłem: goście poznają geologiczną historię miejsca, tajniki uprawy i produkcji, zwiedzają winnicę, winiarnię i piwnicę. Jest sala degustacyjna, całoroczna wiata, duży ogród i cztery pokoje gościnne — można więc zostać na noc i obudzić się pośród winorośli, kiedy mgła jeszcze leży w dolinie.

Winnica Goja to z kolei opowieść rodzinna. Istnieje od około dekady, prowadzą ją Wiesława i Maja Gój. Leży tuż przy granicy Ojcowskiego Parku Narodowego, na łagodnym południowym stoku z widokiem na Kraków, a w pogodne dni — także na Tatry. Uprawia się tu seyval blanc i solaris na wina białe oraz leon millot, marechal foch i regent na czerwone. Zwiedzanie obejmuje piwnicę i sprzęt, a degustacji towarzyszą opowieści o winach i podpowiedzi, z czym je łączyć. To winiarstwo w skali, w której gospodarz pamięta każdy krzew.

Bliżej, mniejsze, kameralne

Nie wszystkie winnice okolic Krakowa mierzą się hektarami. Winnica Zagardle w Szczodrkowicach, około dwunastu kilometrów od miasta, uprawia na obu swoich parcelach łącznie około czterech tysięcy krzewów na mniej więcej hektarze ziemi. Degustacjom win towarzyszą tu sery — połączenie proste i celne, bo jedno i drugie powstaje z fermentacji, z cierpliwości i z miejsca. Winnica Jura, położona w sercu Jury Krakowskiej i prowadzona ekologicznie, również otwiera bramy dla zwiedzających.

To właśnie ta kameralność jest, paradoksalnie, największym atutem regionu. Pod Krakowem nie ma winnic-fabryk obsługujących autokary. Jest za to szansa na rozmowę z osobą, która sama zasadziła krzewy, sama je podwiązuje i sama tłumaczy, dlaczego ten rok dał wino bardziej kwasowe niż poprzedni. Wino przestaje być produktem, a staje się relacją.

Jak na to patrzeć

Dla kogoś, kto nosi ze sobą aparat albo szkicownik, winnica jest tematem wdzięcznym, ale podstępnym. Łatwo sfotografować rząd winorośli jak każdy inny rząd — geometrycznie, bezpiecznie, nudno. Trudniej uchwycić to, co czyni te miejsca sobą: kąt światła wczesnym rankiem, gdy słońce kładzie się płasko na stoku i każdy liść rzuca długi cień; wapienną biel skały prześwitującą między pędami; rozmycie doliny we mgle, z której wyrasta klasztor albo ruina zamku. Najlepsze kadry nie pokazują winorośli — pokazują światło, które sprawia, że winorośl tu w ogóle rośnie.

Pory roku zmieniają wszystko. Wiosną stok jest geometrią nagich pędów i czarnej ziemi. Latem to gęsta, nieprzenikniona zieleń. Ale prawdziwy moment przychodzi jesienią, tuż przed zbiorami i tuż po, gdy liście przechodzą w żółć i czerwień, a powietrze pachnie fermentacją. Wtedy warto przyjechać nie tylko z kieliszkiem w planach, lecz z gotowością, by stanąć na krawędzi stoku, spojrzeć w dolinę i przez chwilę nie robić nic.

Na koniec

Winnice pod Krakowem nie udają Toskanii i właśnie dlatego są warte uwagi. Mają własne światło — ostrzejsze, bardziej północne, krótsze. Mają wapień zamiast wulkanicznej gleby i odmiany, o których w Bordeaux nikt nie słyszał, bo wyhodowano je po to, by znosiły chłód i wilgoć. Mają klasztor, park narodowy i ruiny zamków w tle. A do tego mają coś, czego nie da się kupić w butelce: bliskość. Są na tyle blisko, że można je odwiedzić w popołudnie, i na tyle osobne, że wraca się z poczuciem, że było się gdzie indziej. Najlepsze wino z tych stoków pije się z widokiem na miasto, z którego się przyjechało — i to jest jego prawdziwy bukiet.


Vineyards Around Kraków. The Taste of Jurassic Light

A guide with soul to the vineyards around Kraków

First there is the slope. Before the glass appears, before anyone says a word about sugars, acidity or vintage, there is a south-facing incline tilted toward the sun at an angle so deliberate it looks as though someone set it there on purpose, like a baking tray. The grapevine does not grow just anywhere. It chooses places with more light than the surroundings, where the morning fog drains into the valley and leaves the leaves dry, where the limestone bedrock gives back at night the warmth it gathered through the day. There are surprisingly many such places around Kraków, and most lie within reach of a short trip — sometimes by bike, sometimes by car, always the kind you return from looking at the local landscape differently.

For years Małopolska was associated with wine more historically than actually — as a region that once grew vines. Yet today several dozen vineyards work around Kraków, gathered under the Małopolska Wine Trail, and the nearest of them begin literally at the city’s edge. This is not a pilgrimage to a distant land. It is an afternoon you can fold between a walk and dinner.

Wine from the heart of the city

Let us begin with the place hardest to imagine until you stand in it: a vineyard within Kraków’s administrative limits. Winnica Srebrna Góra spreads at the foot of the Camaldolese monastery in Bielany, on slopes falling toward the Vistula valley. It is one of the largest vineyards in Poland — around 26 hectares divided into two parcels, Bielany and Sikornik. From the edge of the monastery clearing, where a few benches face the panorama, you can see the city laid out below and, on clear days, the distant blue line of the Tatras.

The place holds a longer memory than the vineyard itself. It draws on a tradition of Kraków viticulture reaching back to the early tenth century — traces of which researchers found on Wawel Hill — and on monastic winemaking. The first vineyard appeared on Srebrna Góra in the early seventeenth century, and a small part of it has survived behind the monastery walls to this day. The modern vineyard was born in 2009, when the prior of the Camaldolese congregation gave formal consent to cultivate slopes that had long lain unused.

For a visitor this means a walk across the grounds combined with a talk and a tasting of several wines in the enotourism pavilion at the foot of the slope. The wines mature in the monastery’s historic outbuildings, in modern stainless-steel tanks, and some of them take on character in contact with acacia or oak. There is something in this combination you will struggle to find elsewhere: modern oenology working in the shadow of seventeenth-century walls, on land that was farmed when Kraków was still the capital.

The Kraków Jura — a land of white rock and white wine

A dozen kilometres north of the city the landscape shifts. Limestone outcrops of the Kraków-Częstochowa Jura appear — white, furrowed rocks rising from beech forests, river valleys, castles on hilltops. This is where winemaking around Kraków now develops most vigorously, and it is no accident. The limestone that built Ojców National Park and the castle ruins at Korzkiew is the same stone the vine loves most.

Winnica Novi in Cianowice is a good place to understand where young Polish winemaking is heading. Founded in 2018, on three hectares right beside a palace park, it is known for colourful pét-nats — sparkling wines bottled mid-fermentation, cloudy, alive, unpredictable — and for accomplished solaris and johanniter. Tastings here are often held in the open air, and a visit pairs easily with Ojców National Park and Korzkiew castle, all within a few kilometres of the gates of Kraków.

Nearby, on the southern edge of the Jura, close to Skała and Ojców, lies Winnica Kresy. A hectare and a half, with varieties chosen for a cooler climate — solaris, johanniter, hibernal, seyval blanc, rondo, regent, cabernet cortis. Here the tasting is guided and unhurried: guests learn the geological history of the place, the secrets of cultivation and production, and tour the vineyard, the winery and the cellar. There is a tasting room, a year-round shelter, a large garden and four guest rooms — so you can stay the night and wake among the vines while fog still lies in the valley.

Winnica Goja, by contrast, is a family story. It has existed for about a decade and is run by Wiesława and Maja Gój. It sits right at the border of Ojców National Park, on a gentle southern slope with a view of Kraków and, on clear days, of the Tatras as well. The vines grown here are seyval blanc and solaris for whites, leon millot, marechal foch and regent for reds. The visit takes in the cellar and the equipment, and the tasting comes with stories about the wines and suggestions for what to pair them with. This is winemaking at a scale where the host remembers every plant.

Closer, smaller, more intimate

Not every vineyard around Kraków is measured in hectares. Winnica Zagardle in Szczodrkowice, about twelve kilometres from the city, cultivates roughly four thousand vines in total across its two parcels, on around a hectare of land. Here the wine tastings come with cheeses — a simple, well-judged pairing, since both are born of fermentation, of patience, and of place. Winnica Jura, set in the heart of the Kraków Jura and run organically, also opens its gates to visitors.

This intimacy is, paradoxically, the region’s greatest asset. There are no factory-vineyards here serving busloads. Instead there is the chance to talk to someone who planted the vines themselves, ties them up themselves, and explains for themselves why this year gave a more acidic wine than the last. The wine stops being a product and becomes a relationship.

How to look at it

For anyone carrying a camera or a sketchbook, a vineyard is a rewarding but treacherous subject. It is easy to photograph a row of vines like any other row — geometric, safe, dull. It is harder to capture what makes these places themselves: the angle of light in early morning, when the sun lies flat across the slope and every leaf throws a long shadow; the limestone white of rock showing between the shoots; the blur of a valley under fog from which a monastery or a castle ruin rises. The best frames do not show the vines — they show the light that lets the vines grow here at all.

The seasons change everything. In spring the slope is a geometry of bare shoots and black earth. In summer it is dense, impenetrable green. But the real moment comes in autumn, just before the harvest and just after, when the leaves turn to yellow and red and the air smells of fermentation. That is when it is worth coming not only with a glass in mind but with a readiness to stand at the edge of the slope, look down into the valley, and for a moment do nothing.

To close

The vineyards around Kraków do not pretend to be Tuscany, and that is exactly why they deserve attention. They have their own light — sharper, more northern, shorter. They have limestone instead of volcanic soil and varieties no one in Bordeaux has heard of, bred to withstand cold and damp. They have a monastery, a national park and castle ruins in the background. And they have something you cannot buy in a bottle: nearness. They are close enough to visit in an afternoon, and separate enough that you return feeling you were somewhere else. The best wine from these slopes is drunk with a view of the city you came from — and that is its true bouquet.

Nieznane's awatar

About Janusz Nawrat

Inspiration is everywhere – you just have to look closely --- Η έμπνευση είναι παντού – αρκεί να κοιτάξεις προσεκτικά
Ten wpis został opublikowany w kategorii Miejsca. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz