The Failed Sketch: The One Way a Drawing Really Fails
Masz dwanaście minut. Tyle zostało, zanim słońce zejdzie za grzbiet i cały układ cieni, dla którego się tu zatrzymałeś, przestanie istnieć. Otwierasz szkicownik i przez pierwsze trzydzieści sekund nie robisz nic, bo nagle widzisz, że przed tobą jest wszystko naraz: kępa tarniny, dwa słupy, droga wchodząca w cień, trzy plany wzgórz i chmura, którą warto by zdążyć. Potem stawiasz pierwszą kreskę. Jest nie w tym miejscu.
Po dwunastu minutach patrzysz na kartkę i myślisz: nie udało się.
Prawie na pewno nie udało się w sensie, który niczego nie znaczy.
Dwa rodzaje porażki
Szkic może zawieść na dwa sposoby i tylko jeden z nich jest prawdziwy.
Pierwszy to porażka wizualna. Proporcje uciekły, drzewo wyszło za duże, perspektywa drogi się nie zgadza, kreska jest niepewna i widać, że ręka szukała. To nie jest porażka. To jest wygląd procesu. Szkicownik człowieka, który naprawdę rysuje w terenie, wygląda dokładnie tak i nie ma powodu, żeby wyglądał inaczej.
Drugi sposób jest realny i o nim jest cały ten tekst: szkic zawodzi wtedy, kiedy niczego nie rozstrzygnął. Kiedy za dwa tygodnie otwierasz go i nie potrafisz odpowiedzieć na jedno pytanie – skąd padało światło. Kiedy wszystkie kreski mają tę samą wagę, bo żadna nie została wybrana kosztem innej. Kiedy z kartki nie wynika, co było ważne.

Baudelaire opisał tę różnicę w recenzji Salonu 1845 roku, broniąc Corota przed zarzutem niedorobienia. Napisał, że jest wielka różnica między kawałkiem zrobionym a wykończonym: to, co zrobione, na ogół nie jest wykończone, a rzecz bardzo wykończona może nie być zrobiona wcale. Zdanie ma sto osiemdziesiąt lat i wciąż jest najlepszym możliwym opisem dwóch stron szkicownika.
Czytaj dalej








