Kamieniołom Liban i Kopiec Kraka – od prehistorii do współczesności

Krakowskie Podgórze to niezwykły obszar, gdzie na stosunkowo niewielkim terenie skupiają się wątki prehistorycznych legend, industrialnej historii, tragicznych wydarzeń wojennych i współczesnych przemian urbanistycznych. W sercu tej dzielnicy, na wapiennych wzgórzach Krzemionek Podgórskich, wznosi się prastary Kopiec Kraka – legendarny kurhan księcia Kraka – a u jego stóp rozciąga się porośnięty zielenią dawny kamieniołom Liban, miejsce o burzliwej historii. W bezpośrednim sąsiedztwie znajdziemy również pozostałości po niemieckim obozie koncentracyjnym KL Płaszów, zabytkowy Fort św. Benedykta wraz z maleńkim kościółkiem, teren dawnego miasta Podgórze (przyłączonego do Krakowa w 1915 roku), a nieco dalej – zalany wodą kamieniołom Zakrzówek oraz inne pomniejsze kamieniołomy i zabytki. Ta mozaika miejsc tworzy krajobraz, w którym historia i natura wzajemnie się przenikają. Warto przyjrzeć się bliżej tym miejscom – ich dziejom, obecnemu wyglądowi i znaczeniu, jakie niosą dla pamięci historycznej i tożsamości Krakowa.

Kamieniołom Liban – przemysł, wojna i filmowa scenografia

Kamieniołom Liban został założony w roku 1873 przez krakowskiego przedsiębiorcę Bernarda Libana, który uruchomił tu nowoczesny jak na owe czasy zakład wypalania wapna. Miejsce to kontynuowało wielowiekową tradycję wydobycia wapienia na Krzemionkach, sięgającą jeszcze średniowiecza. Do dziś na dnie kamieniołomu przetrwały ruiny pieców i transporterów – zardzewiałe stalowe konstrukcje porośnięte krzewami, świadczące o przemysłowej historii tego obszaru. Przez dziesięciolecia kamieniołom Liban dostarczał surowca budowlanego dla rozwijającego się Krakowa, a wapienne bloki pozyskane z tutejszych skał posłużyły m.in. do budowy wielu miejskich gmachów.

Tragiczny rozdział historii Libanu przypadł na okres II wojny światowej. W latach 1942–1944 niemieckie władze okupacyjne utworzyły na terenie kamieniołomu karny obóz pracy dla Polaków. Był on odrębny od pobliskiego obozu Płaszów i przeznaczony głównie dla więźniów zatrudnionych przy ciężkich robotach kamiennych. Przez obóz ten przeszło ponad 2000 więźniów różnych narodowości, zmuszanych do katorżniczej pracy w bardzo surowych warunkach. Wielu z nich zginęło – szczególnie krwawo zapisała się w historii likwidacja obozu latem 1944 roku, kiedy wycofujący się Niemcy dokonali egzekucji części więźniów. Dziś o tych ofiarach przypomina pomnik, który znajduje się na terenie kamieniołomu. Betonowy monument z tablicą upamiętnia robotników przymusowych poległych w tym miejscu. Współczesny odwiedzający, schodząc na dno Libanu wśród dzikiej zieleni, może natknąć się na to miejsce pamięci i zadumać nad wojenną historią otaczających go skał.

Po wojnie kamieniołom zaprzestał eksploatacji (ostatecznie zamknięto go w latach 80.), a natura powoli zaczęła przejmować to miejsce. Przez długi czas Liban pozostawał opuszczony, będąc tajemniczą zieloną enklawą w środku miasta. W 1993 roku w opuszczonym kamieniołomie pojawili się filmowcy, realizujący słynny film „Lista Schindlera” w reżyserii Stevena Spielberga. Ponieważ autentyczny teren obozu Płaszów uległ zmianom, zdecydowano się odtworzyć realia obozu właśnie na dnie Libanu. Zbudowano tu imponującą scenografię: 34 drewniane baraki, 7 wież strażniczych oraz wierną replikę willi komendanta Amona Götha. Drogi obozowe wysypano setkami betonowych płyt imitujących żydowskie nagrobki (macewy) – był to wstrząsający detal, nawiązujący do profanacji pobliskiego cmentarza żydowskiego dokonanej przez nazistów. W kamieniołomie Liban nakręcono przejmujące sceny z życia obozowego: katorżniczej pracy więźniów, egzekucji architektki Diany Reiter oraz dramatyczne spotkania Oskara Schindlera z komandorem obozu i więźniami. Po zakończeniu zdjęć większość dekoracji rozebrano, jednak do dziś po filmowym obozie można znaleźć ślady – w trawie wśród krzaków leżą betonowe płyty udające macewy, resztki ogrodzenia, fragmenty schodków. Stały się one nieoficjalną atrakcją dla eksploratorów i przypominają, że miejsce to odegrało rolę nie tylko w realnej historii, ale i w jej późniejszym artystycznym upamiętnieniu.

Dziś kamieniołom Liban jest dzikim, zielonym zakątkiem w środku miasta. Jego strome, białe ściany skalne kontrastują z bujną roślinnością porastającą dno. Miejsce to bywa nazywane „zielonymi płucami Krakowa” – z racji rozległych zarośli i braku zabudowy – a jednocześnie „mrocznym sercem Podgórza”, ze względu na swą tragiczną przeszłość. Nie jest to oficjalny park ani atrakcja z infrastrukturą turystyczną, lecz mimo to wiele osób tu zagląda: miłośnicy urban exploration, lokalni mieszkańcy na spacerze z psem czy turyści zainteresowani historią. Spacer po dnie Libanu, w ciszy przerywanej śpiewem ptaków, skłania do refleksji. Łatwo zapomnieć, że jest się w centrum dużego miasta – jednak napotkane nagle płyty nagrobne czy pomnik ofiar obozu natychmiast przypominają o ciężarze historii, jaki dźwiga to urokliwe dziś miejsce. Liban jest zatem przestrzenią, gdzie pamięć o tragedii wojny przenika się z siłami regenerującej przyrody, dając odwiedzającym lekcję pokory i zadumy.

KL Płaszów – miejsce zagłady i pamięci

Niedaleko kamieniołomu Liban, dosłownie po drugiej stronie wzgórza, rozciąga się rozległy teren dawnego obozu koncentracyjnego Płaszów. Podczas II wojny światowej, po likwidacji getta krakowskiego w marcu 1943 roku, Niemcy przekształcili istniejący tu wcześniej obóz pracy w pełnoprawny obóz koncentracyjny (KL Plaszow), który funkcjonował do 1945 roku. Przez obóz ten przeszło ok. 35 tysięcy więźniów – głównie Żydów krakowskich i z okolic, a także Polaków i osób innych narodowości – z czego 5–6 tysięcy zostało zamordowanych na miejscu. Komendantem obozu był osławiony Amon Göth (sportretowany później w „Liście Schindlera”), który zarządzał Płaszowem z willi położonej na skraju terenu. Warunki bytowe były straszliwe – więźniowie ginęli z głodu, chorób, od kuli na obozowej strzelnicy na tzw. Chujowej Górce lub wywożeni byli do komór gazowych w Auschwitz. W 1944 roku, wobec zbliżającej się Armii Czerwonej, Niemcy starali się zatrzeć ślady zbrodni – m.in. rozkopano masowe groby, paląc ciała pomordowanych. Po wyzwoleniu obóz Płaszów pozostał niemal pustym polem, gdzieniegdzie tylko z fundamentami baraków czy porozrzucanymi nagrobkami zdewastowanych wcześniej cmentarzy żydowskich, na których terenie obóz został zbudowany.

Powojenne losy terenu Płaszowa są przykładem trudnej drogi, jaką przeszło społeczne podejście do miejsc zagłady. Przez dziesięciolecia obszar ten nie doczekał się kompleksowego upamiętnienia – urządzono tu co prawda duży pomnik, ale poza nim teren służył mieszkańcom jako zwykły nieogrodzony park. W 1964 r. na centralnym wzgórzu stanął monumentalny Pomnik Ofiar Faszyzmu autorstwa Witolda Cęckiewicza – betonowa rzeźba przedstawiająca grupę pięciu dramatycznych, stłoczonych postaci. Ten przejmujący monument (lokalnie nazywany po prostu „Pomnikiem Płaszowa”) stał się symbolem pamięci o ofiarach obozu. Jednak przez kolejne dekady teren dawnego obozu zarastał trawą i krzakami, a mieszkańcy Podgórza urządzali tu spacery, wyprowadzali psy, czasem nieświadomi historii tego miejsca. Brak formalnego muzeum czy ogrodzenia sprawił, że Płaszów stał się przestrzenią pamięci i rekreacji jednocześnie, co rodziło napięcia – jak godzić codzienne użytkowanie terenu z należnym szacunkiem dla prochów ofiar? Jeszcze kilka lat temu można było tu zobaczyć np. ludzi jeżdżących na rowerze między niewyraźnymi zarysami masowych grobów, a nawet opalających się latem na trawie nieopodal pomnika. To budziło kontrowersje i dyskusje o potrzebie lepszego upamiętnienia miejsca kaźni.

Obecnie sytuacja się zmienia – w 2021 roku oficjalnie powołano Muzeum – Miejsce Pamięci KL Płaszów, które stopniowo porządkuje i zabezpiecza teren dawnego obozu. Misją tej instytucji jest ochrona pozostałości obozowych oraz działalność edukacyjna i badawcza na rzecz zachowania pamięci o ofiarach. Teren dawnego KL Płaszów wpisano do rejestru zabytków, pojawiły się tablice informacyjne, wytyczono ścieżki pamięci. W planach jest budowa centrum pamięci (Memoriału) oraz odtworzenie w symbolicznej formie niektórych obiektów obozowych, by zwiedzający mogli lepiej zrozumieć skalę tego miejsca. Już teraz organizowane są tu spacery z przewodnikiem i uroczystości rocznicowe.

Spacerując dziś po rozległych łąkach i wzgórzach Płaszowa, napotykamy ślady przeszłości: obok głównego pomnika stoją pozostałości żydowskich macew z dawnego cmentarza, w dole widnieje kamieniołom Liban (który dla wielu odwiedzających „gra” w wyobraźni rolę obozu dzięki filmowi), przy ulicy Heltmana zachował się kamienny budynek tzw. Szarego Domu (dawnej siedziby administracji obozu i aresztu śledczego), a nieco dalej ruiny willi komendanta Götha. Każdy z tych milczących świadków pobudza wyobraźnię.
Płaszów jako miejsce pamięci nadal się kształtuje – trwa dyskusja nad jego przyszłym kształtem, balansując między zachowaniem autentyczności przestrzeni a potrzebą godnego upamiętnienia. Dla odwiedzających jest to z pewnością teren trudny emocjonalnie – tu ziemia kryje prochy tysięcy zamęczonych istnień. Widać jednak, że Kraków coraz mocniej obejmuje to miejsce opieką i należną czcią. Płaszów, wraz z Libanem obok, tworzą dziś swoisty kompleks pamięci Holokaustu i II wojny światowej, będący ważnym przystankiem na krakowskiej Trasie Pamięci (wraz z terenem dawnego getta w Podgórzu i Fabryką Schindlera).

Kopiec Kraka – legendarny kurhan i punkt widokowy

Nad opisywanymi terenami góruje Kopiec Krakusa (Kopiec Kraka) – jeden z najstarszych i najbardziej tajemniczych zabytków Krakowa. Ten ziemny nasyp o wysokości ok. 16 metrów i średnicy podstawy około 60 m wznosi się na wzgórzu Lasoty w Podgórzu. Legenda głosi, że jest to mogiła Kraka, legendarnego założyciela Krakowa: według kronikarza Jana Długosza dwaj synowie Kraka usypali po jego śmierci wielki kopiec na wieczną pamiątkę ojca. Od wieków kurhan ten pobudzał wyobraźnię mieszkańców – odbywały się tu obrzędy i festyny. Dawne przekazy wspominają, że u stóp kopca odbywała się coroczna wiosenna zabawa ludowa zwana Rękawką (we wtorek po Wielkanocy), podczas której zrzucano z kopca drobne datki i jedzenie dla ubogich. Nazwa „Rękawka” według tradycji pochodzi od rzekomego usypywania kopca garściami ziemi noszonej w rękawach. Dziś zwyczaj Rękawki jest nadal kultywowany w nieco innej formie – jako festyn historyczny u podnóża kopca, a w jego trakcie otwiera się na oścież pobliski kościółek św. Benedykta (normalnie zamknięty), kontynuując tradycję jedynego dnia w roku, gdy wierni mogli tam zajrzeć.

Historia realna kopca jest równie fascynująca co legendy. Jego dokładny wiek i przeznaczenie nie są znane, choć badania archeologiczne rzuciły nieco światła na tajemnicę. W latach 30. XX wieku polscy archeolodzy (Józef Żurowski i Franciszek Jakubik) przekopali część kopca, docierając do jego rdzenia. W odkrytych warstwach znaleziono fragmenty naczyń i inne artefakty z epoki kultury łużyckiej (ok. V w. p.n.e.), co sugeruje, że kopiec mógł powstać co najmniej w pierwszym tysiącleciu p.n.e. Nie odkryto jednak żadnej komory grobowej ani szczątków legendarnego władcy. Natrafiono jedynie na pojedynczy szkielet dziecka oraz pozostałości paleniska, których znaczenie nie jest jasne. Czy kopiec rzeczywiście pełnił funkcję grobowca – być może kogoś innego niż Krak? A może był miejscem kultu pogańskiego? Te pytania pozostają otwarte. Wiadomo natomiast, że wzgórze Lasoty, na którym stoi kopiec, od średniowiecza należało do rodu Awdańców, a w XVIII/XIX w. Austriacy wykorzystywali okolicę militarnie.

W czasach zaborów Kopiec Kraka włączono w austriackie fortyfikacje Twierdzy Kraków. W latach 50. XIX w. wokół niego zbudowano fort cytadelowy nr 33 „Krakus” – kopiec otoczono wałem ziemnym, fosą i murem, a u podnóża wzniesiono murowane koszary. Forteca ta miała bronić podejścia od strony Wieliczki (czyli traktu lwowskiego) i kontrolować przedpole Krakowa od południa. Kopiec stał się wówczas elementem militarnego pejzażu – na starych rycinach widać go zresztą z czasów Rękawki obsadzonego żołnierzami. Po likwidacji Twierdzy Kraków, w okresie międzywojennym, rozebrano większość umocnień wokół kopca (pozostałości koszar zniwelowano po II wojnie). Dziś pozostały ledwo dostrzegalne zarysy szańców i fragmenty fundamentów, które są odsłaniane stopniowo w ramach prac rewitalizacyjnych terenu. W ostatnich latach Kraków realizuje bowiem program odnowy Kopca Kraka i okolic – wzmacniane są stoki kopca, odtwarzane ścieżki, instalowane oświetlenie, a także oznaczane relikty forteczne i tworzone ścieżki edukacyjne. Wszystko to ma na celu zabezpieczenie kopca jako zabytku i udostępnienie go jako atrakcji turystycznej.

Dziś Kopiec Kraka pełni przede wszystkim rolę wspaniałego punktu widokowego. Wejście na jego szczyt (co zajmuje kilka minut spacerem po wijącej się ścieżce) wynagradzają rozległe panoramy: na północy widać historyczny Kraków z sylwetą Wawelu, Kopcem Kościuszki i wieżami kościołów; na południu rozciąga się spojrzenie na wzgórza Podgórza i dalej na Pogórze Wielickie. Przy dobrej pogodzie dostrzec można nawet odległe o 100 km szczyty Tatr. Sam kopiec otoczony jest łąką – dawniej odbywały się tu pikniki, dziś również niektórzy urządzają sobie odpoczynek, choć miejsce ma charakter raczej spacerowy. Ciekawostką jest, że dokładnie na zachód od Kopca Kraka, w odległości kilkunastu kilometrów, znajduje się kopiec Wandy (córki Kraka) – oba kopce leżą niemal na jednej linii, co według niektórych hipotez miało znaczenie astronomiczne dla dawnych Słowian.

Kopiec Kraka to zabytek unikatowy – najstarszy spośród krakowskich kopców (starszy od Kopca Kościuszki, Piłsudskiego czy nawet legendarnych mogił Wandy), a zarazem miejsce, gdzie historia mityczna styka się z rzeczywistą. Legenda o Kraku nadaje mu aurę tajemnicy, a zarazem realna obecność kopca od ponad 1500 lat świadczy o ciągłości osadnictwa na tych terenach. Dla mieszkańców Podgórza kopiec był zawsze czymś w rodzaju lokalnej „góry pamięci” – miejscem spotkań, zabaw (Rękawka), ale i patriotycznych uroczystości (np. w 1918 r. na kopcu załopotała chorągiew w święto niepodległości). Dziś, spacerując po jego zboczach, można poczuć ten związek przeszłości z teraźniejszością. Kopiec stał się także atrakcją turystyczną – obowiązkowym punktem dla tych, którzy chcą zobaczyć Kraków z innej perspektywy i zgłębić mniej oczywiste zakątki miasta.

Fort św. Benedykta i kościółek na Krzemionkach – strażnicy Podgórza

Na wschodnim zboczu wzgórza Lasoty, nieopodal Kopca Kraka, kryje się malowniczy duet zabytków: Fort św. Benedykta (Fort 31 Twierdzy Kraków) oraz sąsiadujący z nim maleńki kościół św. Benedykta. Oba obiekty, choć niewielkie, są ważnymi świadkami historii Podgórza i dodają okolicy niepowtarzalnego uroku.

Fort 31 „Św. Benedykt” to wyjątkowy przykład austriackiej architektury obronnej. Został zbudowany w latach 1853–1856 na wzgórzu Lasoty jako jeden z trzech fortów mających chronić podejścia do Krakowa od strony Podgórza. Zaprojektował go Feliks Księżarski – ten sam architekt, który zaprojektował później m.in. fort Kościuszko. Fort ma unikalną formę wieży artyleryjskiej typu „maksymiliańskiego” (okrągłej baszty obronnej) – jest to jedyny zachowany tego typu obiekt w Krakowie i jeden z nielicznych w Europie. Nazwę swą zawdzięcza pobliskiemu kościółkowi św. Benedykta, który już wtedy był rozpoznawalnym punktem na mapie. Fort św. Benedykta został wzniesiony z cegły i kamienia, z charakterystycznymi blendami i wieżyczkami. Jego zadaniem była obrona trakcji wiodącej na wschód (dzisiejsza ul. Wielicka, dawniej trakt lwowski) oraz kontrola południowego brzegu Wisły i linii kolejowej. Otoczony był fosą i wałem ziemnym, a od strony północnej sąsiadował z koszarami (nieistniejącymi już). Co ciekawe, podczas II wojny światowej Niemcy wykorzystywali fort jako miejsce przetrzymywania jeńców francuskich. Po wojnie z kolei – aż do lat 80. XX w. – w forcie mieszkali ludzie; zaadaptowano go na cele mieszkalne dla kilku rodzin. Dzięki temu budowla nie popadła w kompletną ruinę, choć też dokonano w niej różnych przeróbek. Dziś fort jest zamknięty i nieudostępniany do zwiedzania, ale można go podziwiać z zewnątrz. Jego masywna bryła, porośnięta częściowo bluszczem, wygląda niczym średniowieczna baszta zagubiona wśród zieleni. Fort otacza kameralny park i ścieżki; od strony ul. Stawarza i al. Powstańców Śląskich łatwo dostrzec jego okrągłe mury. Stanowi on ulubiony motyw fotograficzny spacerowiczów – szczególnie jesienią, gdy ceglane ściany kontrastują ze złotymi liśćmi drzew.

Tuż obok fortu stoi kościół św. Benedykta – jeden z najmniejszych i najstarszych kościołów Krakowa. Jego geneza sięga prawdopodobnie XII wieku, choć obecna, murowana budowla pochodzi z wieku XV/XVI. Kościółek jest niewielką jednonawową świątynią, zbudowaną z kamienia, o skromnej fasadzie i malutkiej wieżyczce. Jest najstarszym zachowanym obiektem w Podgórzu. Co ciekawe, wykopaliska ujawniły pod jego fundamentami relikty jeszcze starszej budowli – być może wczesnośredniowiecznej kaplicy z około X wieku. Kościół św. Benedykta jest zazwyczaj zamknięty – msze odbywają się tu niezwykle rzadko (oficjalnie tylko raz w roku). Tym wyjątkowym momentem jest wspomniana wyżej Rękawka, kiedy to w pierwszy wtorek po Wielkanocy kościół otwiera podwoje, a na wzgórzu Lasoty gromadzą się mieszkańcy, by kultywować tradycję święcenia pokarmów i ludowej zabawy. Wnętrze kryje prosty, surowy wystrój z gotyckim sklepieniem, lecz mało kto je widział na własne oczy – stąd wokół św. Benedykta narosło sporo tajemnic. Jedna z lokalnych legend mówi nawet o duchu „Czarnej Księżniczki”, która rzekomo mieszka pod schodkami kościoła, strzegąc ukrytych skarbów i czekając na śmiałka gotowego ją poślubić, by zdjąć klątwę. Opowieść głosi, że pewien śmiałek próbował – dostał od zjawy sakiewkę dukatów z warunkiem, by wydać wszystko na siebie w trzy dni i nikomu nic nie ofiarować. Gdy jednak zlitował się nad żebrakiem i oddał mu kilka monet, rozwścieczona księżniczka zjawiła się i urwała mu głowę, a sama wciąż czeka na wybawcę… Tego typu ludowe podania dodają miejscu klimatu.

Kościółek i fort św. Benedykta tworzą razem ciekawy zakątek – spotkanie sacrum i militaris. Jeden służył niegdyś modlitwie, drugi obronie; jeden jest symbolem ciągłości duchowej (przetrwał rozbiory, wojny, zmiany ustrojów), drugi świadectwem zaborczej historii miasta. Dziś oba obiekty są cennymi zabytkami. Kościółek (ze względu na swój wiek) i fort (ze względu na unikatowość konstrukcji) wpisano do rejestru zabytków, a władze miasta zastanawiają się nad ich przyszłością. Pojawiają się pomysły, by w forcie urządzić np. galerię lub przestrzeń wystawienniczą po niezbędnym remoncie – ale na razie brak funduszy i konkretów. Kościółek natomiast pozostaje pod opieką parafii i konserwatorów, którzy starają się utrzymać go w dobrym stanie. Dla odwiedzających Krzemionki stanowią one uroczy przystanek: w cieniu fortecznych murów można odpocząć na ławce, a biała bryła kościółka na tle zieleni jest niczym obrazek z dawnej epoki. Miejsce to przypomina, że Podgórze ma swoje zabytki i tradycje nie mniej bogate niż lewobrzeżny Kraków – tylko mniej znane, skryte za zakrętem drogi.

Dawne miasto Podgórze i Bonarka – od industrializacji do nowoczesności

Podgórze – dzisiejsza dzielnica Krakowa – przez 131 lat (1784–1915) było osobnym miastem na prawym brzegu Wisły. Zostało założone przez Austriaków decyzją cesarza Józefa II, który nadał prawa miejskie niewielkiej osadzie u podnóża Krzemionek w 1784 roku. Podgórze rosło początkowo jako tzw. miasto ogród – planowane z rozmachem, z własnym rynkiem (dzisiejszy Rynek Podgórski), magistratem i kościołem św. Józefa. Dzięki dogodnemu połączeniu z Krakowem (most na Wiśle istniał tu od XVIII w.) rozwinął się handel i rzemiosło. Jednak prawdziwy rozkwit przyniosła industrializacja XIX wieku. W Podgórzu i okolicach powstawały fabryki i zakłady przemysłowe – m.in. młyny, cegielnie, browary, garbarnie, a także kopalnie i kamieniołomy na okolicznych wzgórzach (jak Liban czy kamieniołomy na Zakrzówku). Podgórze zyskało własny cmentarz parafialny (dzisiaj Stary Cmentarz Podgórski, założony w 1794 r. – najstarsza zachowana nekropolia w granicach Krakowa), szkoły, parki (np. Park Bednarskiego utworzony w 1896 r. w wyrobisku starego kamieniołomu) i infrastrukturę kolejową. Stacja kolejowa „Kraków Płaszów” – do dziś funkcjonująca – stała się ważnym węzłem, łącząc Podgórze z galicyjską siecią kolei (to tędy m.in. jechały transporty wojskowe i towarowe). Istniała też bocznica i stacja towarowa Bonarka, obsługująca pobliskie zakłady przemysłowe. Nazwa Bonarka odnosi się do części Podgórza w okolicy dzisiejszej ul. Kamieńskiego i Wielickiej – już w XIX w. działały tam wapienniki i cegielnie, a w 1906 r. otwarto dużą fabrykę sodową „Solvay” (Krakowskie Zakłady Sodowe). W czasie II wojny światowej w tej właśnie fabryce, wykorzystującej wapienie z Zakrzówka jako robotnik pracował młody Karol Wojtyła – przyszły papież Jan Paweł II – ratując się w ten sposób przed wywózką na roboty do Niemiec.

Współczesne Podgórze przeszło ogromną metamorfozę od czasów powojennych. Okres PRL przyniósł pewną degradację – część zabytkowej zabudowy podupadła, a tereny poprzemysłowe (jak dawne zakłady Bonarka czy tereny kolejowe) stały odłogiem. Dopiero po roku 2000 nastąpiło głębokie przeobrażenie Podgórza. Dawne fabryki zamieniły się w centra handlowe lub biurowce – np. na miejscu zakładów chemicznych Bonarka powstało ogromne centrum handlowe „Bonarka City Center” (otwarte w 2009 r.), wokół którego wyrosły nowoczesne osiedla i kompleksy biurowe. Okoliczne wolne parcele stały się łakomym kąskiem dla deweloperów – niestety, część z nich zabudowano bez oglądania się na walory krajobrazowe. Przykładem bywa krytykowane osiedle przy ul. Wielickiej, które wdarło się klinem w zielony teren pomiędzy Libanem a Płaszowem. Z drugiej strony, chroni się też przyrodę: w Bonarce utworzono rezerwat przyrody nieożywionej (chroniący unikatowe formy skalne i roślinność kserotermiczną na dawnych wyrobiskach), a kompleks lasu i wzgórz na Krzemionkach objęto planami parku krajobrazowego. Podgórze odzyskuje też blask zabytków – odrestaurowano Rynek Podgórski i kościół św. Józefa (dziś jeden z najpiękniejszych kościołów neogotyckich w Polsce), powstają muzea (np. Muzeum Podgórza przy ul. Limanowskiego, upamiętniające historię dzielnicy).

Dzielnica stała się modna – przyciąga kawiarnie, galerie, artystów. Spacer historyczny po Podgórzu dziś to już nie tylko opowieść o zabytkach, ale i o śmiałych zmianach: starych kamieniołomach zamienionych w parki, fabrykach w lofty, nasypach kolejowych przekształconych w ścieżki rowerowe. Bonarka, kiedyś symbol przemysłu i kominów dymiących, dziś kojarzy się bardziej z zakupami i nowoczesnym kompleksem miejskim. Niemniej jednak, historia patrzy na nas z każdego rogu – choćby ze wspomnianego Starego Cmentarza Podgórskiego, który przetrwał zawieruchy dziejowe. Na tym cmentarzu spoczywają pierwsi burmistrzowie Podgórza, zasłużeni mieszczanie, bohaterowie jak Edward Dembowski (poległy podczas powstania krakowskiego 1846 r.). Nekropolia ta została zdewastowana częściowo w czasie wojny, ale zachowało się kilkadziesiąt nagrobków i pomników, które niedawno poddano konserwacji. Odwiedzając to miejsce, można odczuć ducha dawnego Podgórza – dumnego, niezależnego miasta, które w 1915 r. dobrowolnie połączyło się z Krakowem w geście jedności tuż przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości.

Podgórze jest dziś dzielnicą pełną kontrastów: z jednej strony tętniący życiem plac Bohaterów Getta, nowe osiedla i biurowce Zabłocia, z drugiej – zaciszne uliczki starego Podgórza ze stuletnimi willami, a także ogromne przestrzenie zielone na Krzemionkach, niemal puste, gdzie można uciec od zgiełku. Bonarka łączy te światy – to tu galeria handlowa graniczy z rezerwatem, a nowoczesne blokowisko stoi tuż obok historycznych szańców fortecznych. Ten dynamiczny rozwój rodzi pytania: jak zachować równowagę między pamięcią a nowoczesnością? Podgórze zdaje się szukać odpowiedzi, łącząc rewitalizację zabytków z adaptacją do potrzeb współczesnego miasta.

Zakrzówek – zatopiony kamieniołom jako przyrodnicza oaza

Choć kamieniołom Zakrzówek leży już poza ścisłym obszarem Podgórza (to dzielnica Dębniki, po drugiej stronie Wisły), warto o nim wspomnieć w kontekście krakowskich kamieniołomów i ich współczesnych losów. Zakrzówek to bowiem historia podobna w zarysie do Libanu, ale o zupełnie innym zakończeniu. Zakrzówek był czynnym kamieniołomem wapienia przez większość XX wieku – powstał tuż przed II wojną światową i należał do Zakładów Sodowych Solvay, które wykorzystywały wydobywany wapień w procesie produkcji sody. Pracowano w nim intensywnie zwłaszcza w latach 50. i 60.; do 1990 r. wyrobisko osiągnęło 23 ha powierzchni i 32–45 m głębokości. Wydobycie prowadzono aż do 1992 roku, kiedy kamieniołom ostatecznie zamknięto. Wtedy natura zaczęła działać: napływające wody gruntowe i opady stopniowo wypełniły głęboką nieckę wodą. Tak powstał malowniczy akwen Zakrzówek – wielki, turkusowy zbiornik wodny otoczony białymi skalnymi klifami. W ciągu kilku lat dawne industrialne wyrobisko zamieniło się w spontaniczne kąpielisko i raj dla nurków.

Przez długi czas Zakrzówek funkcjonował dziko – mieszkańcy korzystali z uroków wody, choć miejsce nie było strzeżone ani przystosowane. Wieść o „błękitnej lagunie” w centrum Krakowa rozeszła się szeroko; Zakrzówek bywał nazywany „krakowską Chorwacją” ze względu na bajeczny kolor wody otoczonej skałami. Jednocześnie teren ten, podobnie jak Liban, stał się ostoją przyrody – w czystej wodzie żyją raki i ryby, na skałach gniazdują ptaki, a pod wodą zachowały się niezwykłe widoki: zatopione drzewa, wrak barki, a nawet… dawny sprzęt kamieniarski (przez pewien czas nurkowie mogli oglądać pod wodą np. zatopiony autobus czy przebieralnię). Zakrzówek od początku XXI w. wzbudzał dyskusje – jak pogodzić jego walory rekreacyjne z bezpieczeństwem i ochroną przyrody. Ostatecznie miasto postanowiło wykupić teren i urządzić tam kontrolowany park Zakrzówek. Po latach projektów i prac, w 2023 roku otwarto część infrastruktury: powstały pomosty, strzeżone kąpielisko, ścieżki i punkty widokowe. Dzięki temu Zakrzówek stał się oficjalnie dostępny dla wszystkich w sposób bezpieczny, choć z zachowaniem dużej części dzikiego charakteru (większość brzegów nadal porastają zarośla, a nurkowie w wydzielonej strefie wciąż mogą eksplorować podwodne atrakcje).

Historia Zakrzówka dopełnia obrazu, jak różne mogą być losy starych kamieniołomów. W Libanie i Bonarce chronimy głównie pamięć historyczną, w Zakrzówku – przyrodę i funkcje rekreacyjne. Co ciekawe, jest i tu wątek pamięci: wspomniany Karol Wojtyła pracował fizycznie przy wydobyciu na Zakrzówku podczas okupacji. Przyszły papież wielokrotnie wspominał to doświadczenie ciężkiej pracy w kamieniołomie, która zahartowała go duchowo. Dziś Zakrzówek, tak jak Liban, stał się częścią tożsamości miasta – to niezwykłe miejsce na mapie Krakowa, gdzie woda o niezwykłym kolorze wypełnia przestrzeń wyrwaną niegdyś naturze przez człowieka. Spacerowicze, kąpielowicze, nurkowie i turyści spotykają się tu, by cieszyć się urokiem krajobrazu, pewnie nie zawsze zdając sobie sprawę, że sto lat temu w tym miejscu huk maszyn i wybuchów skalnych rozbrzmiewał równie głośno jak dziś krzyki wypoczywających w tym miejscu.

Zakrzówek jest dowodem, że nawet tereny poprzemysłowe mogą zyskać „drugie życie” – i to takie, które daje radość kolejnym pokoleniom. Pozostaje pytanie, czy podobny los – kontrolowane udostępnienie – czeka kiedyś kamieniołom Liban? A może lepiej, by Liban pozostał sanktuarium dzikiej przyrody i pamięci, nietkniętym przez komercję? Kraków stoi przed takimi decyzjami, mając to szczęście (i wyzwanie), że posiada wiele różnorodnych przestrzeni poindustrialnych w swoich granicach.

Pamięć i teraźniejszość – refleksje na zakończenie

Historie opisanych miejsc – Libanu, Płaszowa, Kopca Kraka, krzemionkowych fortów i kościółka, Podgórza, Bonarki czy Zakrzówka – splatają się ze sobą niczym wątki jednej opowieści o przemijaniu i odradzaniu się. Wszystkie te miejsca leżą blisko siebie, a jednak każde niesie inny ciężar znaczeń. Łączy je pojęcie pamięci: czy to pamięci sięgającej legendarnych początków Krakowa (Kopiec Kraka), czy pamięci tysięcy ofiar Zagłady (Płaszów, Liban), czy pamięci o pracy i codziennym życiu mieszkańców (Podgórze przemysłowe). Dziś my, współcześni, korzystamy z tych przestrzeni często w zupełnie nowy sposób – kopiec służy rekreacji i turystyce, teren obozu bywa miejscem spacerów z psem, w dawnym kamieniołomie ludzie robią sobie sesje zdjęciowe, a na Zakrzówku opalają się i nurkują. Można zadać pytanie: czy to właściwe? Czy nie zatracamy szacunku dla historii, używając dawnych miejsc powagi do prozaicznych celów?

Patrząc na wysiłki miasta i społeczników, widać, że Kraków stara się mądrze zarządzać dziedzictwem. Miejsca szczególnie naznaczone cierpieniem, jak Płaszów, otrzymują należytą opiekę muzealną i edukacyjną, aby zachować pamięć i przekazać ją kolejnym pokoleniom w godny sposób. Inne, jak Kopiec Kraka czy Zakrzówek, mogą pełnić rolę przestrzeni integrującej ludzi z historią poprzez doświadczanie – wszak kontakt z zabytkiem czy przyrodą też uczy i uwrażliwia. Ważne jest, by nie zapomnieć o kontekście. Tablice informacyjne na Kopcu przypominają o jego legendzie i badaniach, ścieżki edukacyjne na Krzemionkach wyjaśniają znaczenie fortu i kościółka, a na Zakrzówku planuje się centrum edukacji ekologicznej. Dzięki temu nawet bawiąc się czy odpoczywając, możemy nasiąkać wiedzą i refleksją.

Kiedy staniemy na szczycie Kopca Kraka o zachodzie słońca i spojrzymy w dół – zobaczymy w oddali z jednej strony błękitną taflę Zakrzówka, z drugiej zielone zagłębienie Libanu i szare pole Płaszowa, przed nami zaś dachy Podgórza i wieże Krakowa. Trudno o bardziej sugestywny obraz ciągłości historii. Tu legenda spotyka się z nowoczesnością, tragedia z nadzieją, natura z kulturą. Ta ziemia pamięta legendarnego Kraka, pamięta żydowskie modlitwy na cmentarzu zamienionym w obóz, pamięta strzały kata Götha, ale też śmiech dzieci biegnących na Rękawkę i stukot młotów w fabryce Solvaya. Naszym zadaniem jest tę pamięć uszanować i przekazać dalej.

Podgórze ze swymi Krzemionkami jest dziś coraz chętniej odwiedzane – nie tylko przez amatorów historii, ale i przez mieszkańców szukających wytchnienia od zatłoczonego centrum. Turystyka refleksyjna staje się tu faktem: ludzie przychodzą, by nie tylko zobaczyć, ale i zrozumieć. Artykuły, ścieżki dydaktyczne, inicjatywy lokalnych przewodników pomagają odkryć te miejsca na nowo. W świadomości krakowian Liban to już nie tylko „plan filmowy”, lecz także cenny pomnik przyrody i memento wojny; Kopiec Kraka to nie tylko „górka na piknik”, ale pomnik pradziejów; Płaszów to nie „psia łączka”, ale cmentarz bez nagrobków.

Na koniec warto zacytować paradoksalnie proste spostrzeżenie: „Historia i natura wtopione w mnóstwo zieleni” – tak opisywano ten obszar zamknięty między ulicami Podgórza. To trafne ujęcie fenomenu Libanu, Kopca Kraka i ich okolic. W zieleni kryje się tu historia – dosłownie i w przenośni. Naszym zadaniem jako użytkowników i spadkobierców, jest odczytać te ślady, uczyć się z nich i pielęgnować je. Kraków ma szczęście mieć takie miejsca – to one czynią go nie tylko pięknym, ale i mądrym miastem. Miejscowa ludność, organizacje i władze zdają się coraz lepiej to rozumieć. Spacer po Podgórzu może stać się lekcją pokory i refleksji nad losami ludzi oraz miast. Obyśmy zawsze potrafili wsłuchać się w ciszę Libanu i Płaszowa, docenić zieleń Krzemionek i uszanować legendę Kopca Kraka – wtedy duch tych miejsc przetrwa w naszej zbiorowej pamięci, a one same będą żyć w harmonii z nowoczesnym miastem.

Nieznane's awatar

About Janusz Nawrat

Inspiration is everywhere – you just have to look closely --- Η έμπνευση είναι παντού – αρκεί να κοιτάξεις προσεκτικά
Ten wpis został opublikowany w kategorii Miejsca i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz