





















Widziany z góry, świat wydaje się cichszy, spokojniejszy i bardziej magiczny. Poranne mgły zamieniają rzekę i łąki w bezkresne mleczne morze, z którego wynurza się samotne wzgórze zwieńczone opactwem o czerwonych dachach. Biała mgła otula klasztorne mury i tłumi dźwięki, a wschodzące słońce muska kamienne ściany ciepłym światłem. Opactwo zdaje się unosić gdzieś pomiędzy niebem a ziemią. W takiej scenerii ma się wrażenie, że świat wciąż pogrążony jest w sennym marzeniu, a cisza poranka sprzyja kontemplacji.
Gdzie indziej, na wzgórzu skrytym pod śniegiem, bieleją ruiny starego zamku. Ich milczące mury pamiętają odległe historie, a z tej perspektywy zdają się być kamiennym strażnikiem czuwającym nad bezkresem lasów. Dookoła panuje głęboka cisza zimowego poranka; nawet wiatr zdaje się wstrzymywać oddech, by nie spłoszyć wspomnień drzemiących w starych kamieniach.
Na nadwiślańskim wzgórzu wznosi się potężny królewski zamek o ceglanych basztach i czerwonych dachach, którego wieże przebijają resztki porannej mgły. U stóp zamku rozpościera się miasto jeszcze uśpione – na pustym o brzasku rynku czas jakby stanął w miejscu. Dachy kamienic tworzą z góry misterną mozaikę ulic i placów, którą w oddali przecina wstęga rzeki. Wśród czerwieni dachów tu i ówdzie wyrastają zielone kopuły i wieże kościołów, wyłaniające się niczym wyspy na morzu zabudowy. Gdzieniegdzie ulicami suną długie cienie poranka.
Nad dalekim horyzontem zbierają się ołowiane chmury. Gdy nadciąga burza, ciężkie obłoki rzucają pędzące cienie na dachy i place, malując scenę pełną dramatyzmu.
Z góry widać jednocześnie kruchość mgły i potęgę kamienia – ulotne i wieczne elementy świata splecione w harmonijną całość. W takiej chwili można poczuć się częścią tego piękna – jak ptak szybujący wysoko, ponad czasem i codziennością.